niedziela, 22 lutego 2015

Od dziś do emerytury

W koło mnie morze chusteczek, na którym płynie
Tratwa pudełka, herbaty, książek, ołówków, długopisów.
Ból głowy, ból oczu, ból nosa, ból wszystkiego.
Wyspa łóżka, poduszek, kołdry.
Gdzieś w oddali poszukuje ratunku.
Spoglądając przez lunetę otwieranych rzadko oczu
Dostrzegam statek witaminy C, proszków na gardło, kaszel, katar.
Wreszcie cywilizacja.
Płynę do nich wpław, ledwo łapię oddech miedzy kolejnymi wynurzeniami
Z kołdry i chusteczek.
Dopływam, pomocna dłoń syropu stara się mi pomóc.
Jednak na nic syrop, tabletki, proszki.
Odpływam, pakuję plecak, przygotowuję się na jutrzejszą wyprawę.
Jutro zamierzam dotrzeć i utrzymać się na szczycie pewnej góry nazywanej Liceum.
Mam nadzieję, że grasujące tam yeti, wilki, niedźwiedzie, rysie, tygrysy i cała reszta
Tak zwanych pedagogów oraz uczniów mnie nie pożre.
Jak dobrze pójdzie to może nawet przejdę się do węża Eskulapa, może jego recepty pomogą.
A kolejne dni to wspinaczki po paśmie gór zwanego Tygodniem.
Dwa dni w schronisku Weekend i kolejna podróż.
Najciekawiej zapowiada się majowy spływ kajakowy o wdzięcznej nazwie Matura.
Mam nadzieję, że przynajmniej przez późniejsze cztery miesiące wskoczę do biblioteki
By wyjść z niej i podążyć na pielgrzymkę studiów, kierującą mnie do aplikacji.
Potem zapowiada się łatwiej.
Takie tam życie zawodowe.
Skończę w szpitalu dla moli sztuki ze stałym dostępem do emerytury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz