Co tam, jak tam, jak się czujesz, co u Ciebie?
Stabilnie, nie najlepiej, nie najgorzej.
Bywało lepiej, bywało też gorzej.
Nijak...
Ta sama szybkość spadających gwiazd,
Lecących z dwóch księżyców umieszczonych na mojej twarzy.
Ta sama ilość ognia, pakowanego we mnie przez wody życia z całego świata.
Ta sama ilość dwutlenku węgla tak zabójczego przy moim duszeniu się.
Ta sama ilość znajomych, bilans: kilka poważnych rozmów, samotne myśli.
Kilka nowych wypocin, nowy wkład do długopisu, stare smuty w wersji mp3.
Tak samo jak zawsze wolny krok na spacerze i zawodzenie kilku klasyków niepowodzenia.
Stabilnie...
Podobnie do wczorajszego dnia i tak samo będzie jutro.
Te same litery układające się w jeden wyraz:
S A M O T N O Ś Ć
Wokół tylu znajomych, tyle rozmów, tyle zapewnień...
Dziękuję za pomoc...
Pacjent w stanie stabilnym.
W mózgu te same pomysły, głupoty,
W sercu te same rany,
W duszy te same filozofie,
Na ustach ten sam rys czerwonych ust ukazujący uśmiech zakrywający wszystko,
W uszach te same nuty smutku,
Na nosie okulary, niestety nie poprawiają widoku na ten burdel,
Na policzkach krople przed chwilą wytworzonego przez mój organizm napój wspomnień.
Stabilnie...
Śmierć też jest stabilna...
Ciągła kreska na monitorze, brak pulsu.
U mnie podobnie, stabilnie, bez zmian, nijak.
W oczekiwaniu na przyszłość, z planami, z marzeniami, z chęciami, z ludźmi,
Ze wspomnieniami, z teraźniejszością, z bólem, ze wszystkim i z niczym...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz